Kontakt   |   Pomoc   |    Załóż konto   |    Moje konto
Pamiętnik
   
 
UglyN


kobieta, 23 lat , (Wielka Brytania)


 




O sobie:
Slomiany zapal to moje drugie imie, brak silnej woli i jeszcze pare innych rzeczy sklada sie na brak sukcesu w odchudzaniu i utrzymywaniu osiagnietej wagi, mimo wszystko probuje z lepszymi i gorszymi skutkami.


Informacje o mnie

• Stan cywilny: związek partnerski
• Wzrost: 172 cm
• Masa ciała: 66,50 kg
• Cel: 62,00 kg
• Aktualne BMI: 22,48
• Wykształcenie: Powiem później
• Aktywność zawodowa: Powiem później
• Dzieci: nie mam



Moje zdjęcia

Pamiętnik odchudzania UglyN - Boze Narodzenie 2009
Ciocia z Franusiem
Boze Narodzenie 2009 Ciocia z Franusiem

Sukcesy i porażki w odchudzaniu

Odchudzalam sie raz w zyciu, sukces 10kg uczcilam ciastkami, czekolada i pierniczkami. W rezultacie przytylam nie tylko wczesniej zgubione kilogramy ale jeszcze 15 dodatkowych. Chce wrocic do zdrowej wagi i odzyskac energie do zycia, chce znowu miec kondycje i nie wracac zasapana do domu, bo troszke pod gorke i schody!



Archiwum

2010
•   luty
•   styczeń

2009
•   grudzień
•   listopad
•   październik
•   wrzesień
•   czerwiec
•   kwiecień
•   marzec
•   styczeń

2008
•   sierpień
•   lipiec



Odwiedzin: 4 606
 
Paski wagi


Postępy i cel:

Postanowienie noworoczne: Wroce do wagi 62kg
Pamiętnik odchudzania UglyN - moje postępy

Zgłoś złamanie regulaminu

Moje wpisy
Archiwum:

Pozytywny poczatek i problematyczny koniec

Uwielbiam ten moj maly poranny rytual odprowadzania M. do drzwi zanim zniknie w tym swoim zabawkowym samochodziku i pojedzie do pracy, zaparzania kolejnego kubka kawy i wstukiwania adresu Vitalii na dzien-dobry :)

M. od paru tygodni wykazywal nadmierne zainteresownie moim blogowaniem, az wczoraj oznajmil, ze nie jest pewien co ma myslec na ten temat, bo jak stwierdzil, nie wie czy podoba mu sie pomysl, ze nasze, a co za tym idzie jego zycie opisywane jest w internecie :D 
Trudno bylo mi sie powstrzymac od parskniecia smiechem, bo czy to tylko on jest taki wyjatkowy, czy to po prostu uniwersalna cecha meskiego gatunku- egocentryzm postepujacy?! 
Po dluzszych niz wymagane wyjasnieniach - nikt z Twoich znajmoych, nawet gdyby znalaz moj blog pomiedzy milionami innych w sieci i tak nie bedzie mogl go przeczytac, bo jest po polsku...!!! wciaz nie byl przekonany, jednak sie poddal :P 

Tak wiec teraz, zeby M. mial o co suszyc mi glowe, dylemat miesiaca...

Juz w styczniu zakomunikowal mi, ze z okazji moich urodzin zabiera mnie na wycieczke-niespodzianke. Nagle na drodze urodzinowego szczescia stanal turniej FA Cup (pilka nozna dla malo wtajemniczonych) i fakt, ze jego ukochana druzyna od ponad stu lat nie doszla tak daleko- cwiercfinaly. Nie moglo byc inaczej i mecz rozegra sie dokladnie w moje urodziny... Odwolanie urodzinowego wyjazdu to jedna rzecz, fakt, ze to mecz wyjazdowy i caly dzien nie bedzie go w domu to rzecz druga...
Teraz czeka nas "rozmowa", nie wiem jeszcze co mu powiem, z jednej strony urodziny to tylko data jak kazda inna, z drugiej krew mnie zalewa, bo co to ma byc do cholery... pilka nozna szczytam listy zyciowych priorytetow... ?!  

15 lutego 2010 , Skomentuj
Ten wyjatkowy dzien

...i to wcale nie z powodu swieta zakochanych, bron boze :P

Trzy lata temu, dokladnie 14 lutego, bedac porzucona kobieta, postanowilam juz nigdy wiecej nie obwiniac swojej (nad)wagi za wszystkie nieszczescia tego swiata, na czele z niepowodzeniami na froncie damsko-meskim.
Zaczelam sie odchudzac i schudlam w ekspresowym tempie- zlamane serce jest nadzwyczajnym akseleratorem w moim przypadku. I choc historia ta nie zakonczyla sie happy-endem (przytylam wszystko co zgubilam plus 15kg bonusu), od tamtej pory walentynki zawsze kojarza mi sie z miloscia przede wszystkim do samej siebie i celebracja samoakceptacji.

M. choc w dalszym ciagu nie uznaje walentynek, postanowil zabrac mnie na obiad i uwolnic od garow w dniu dzisiejszym :)

14 lutego 2010 , 2 komentarzy
Po tygodniu hulanek i hopsassa...

Wskakujemy dzisiaj rano z M. na wage w ramach naszego oficjalnego cotygodniowego pomiaru- M. byl kiedys BARDZO duzym mezczyzna i do dnia dzisiejszego stara sie trzymac reke na pulsie, ja natomiast dolaczylam do rytualu, bo mam tendencje do wazenia sie codziennie kiedy spodziewam sie spadku wagi i unikania jej przez tygodnie kiedy mam powazne grzechy na sumieniu, zeby w rezultacie byc bardzo zaskoczona, ze nagle utylam 10kg kiedy w koncu na nia wejde...

Zaskoczona bylam rowniez z inego powodu. Fakt, ze nie pamietalam o tlustym czwartku z samego rana nie przeszkodzil mi w zorganizowaniu nam paczkow popoludniu.
Majac pare godzin przed wykladami, wrocilam do miasta i kupilam 12 sztuk najrozniejszych wzorow i kolorow :) Przyszlam do domu w okolicach lunchu i czujac glod nie-na-zarty postanowilam zaczac celebracje sama i skonsumowalam pierwsze 3, a majac wciaz zbyt wiele na nasze sily i apetyty, zadzwonilam do R. i zaprosilam ja na wieczor. 
Wczoraj byl jeden z tych zadkich dni kiedy M. i ja nie wracalismy razem do domu. Chcialam zrobic mu niespodzianke i nakleilam na drzwiach wejsciowych pare paczkow i droge od wejscia, po schodach, do talerza tez wykleilam paczkami. Kupilam kartke z paczkowym wizerunkiem i napisalam w srodku na czym polega zabawa i troszke wiecej na temat tradycji. Strasznie mu sie podobalo, a ze nie wiedzial o wizycie R. mial nastepna niespodzianke. 

I choc dzisiaj bede juz grzeczna, wciaz mam pol butelki piwka ktorego nie dopilam podczas wczorajszego szalenstwa... :)

12 lutego 2010 , 2 komentarzy
Tlusty czwartek i...

...ominela mnie cala przyjemnosc. Totalnie, na smierc zapomnialam o istnieniu takiej okazji i nawet wczoraj kiedy O. powiedziala, ze idzie do babci piec paczki, zazartowalam- jak mi sie wydawalo- czy to czasem nie z okazji tlustego czwartku...
 
Smiac mi sie chce czasami na mysl o tej mojej blogiej nieswiadomosci :P 
Chyba nie pozostaje mi teraz nic innego jak tylko wrocic do miasta i kupic pare paczkow, zeby wieczorem zrobic M. niespodzianke... W koncu jeszcze nigdy tlustego czwartku nie swietowal...

A kiedy wroce do diety?! Moze z okazji walentynek?!

11 lutego 2010 , Skomentuj
No i stalo sie...

...oblalam pierwszy w mojej karierze na Uni przedmiot.

Najzabawniejsze, ze spotkalam tego wykladowce dzisiaj na kortyarzu i rozmawiam z nim o pracach, on na to, ze bardzo mu sie moja podobala i ze jest ze mnie zadowolony, tylko jakos nie mogl sobie przypomniec jaka ocene dostalam... Pomyslalam, ze troszke sciemnia, bo skad mialby pamietac jakie byly prace wszystkich jego studentow i chyba sobie wykrakalam! 

Wieczorem sprawdzam czy ocena jest juz w systemie, sprawdzam tez swoja poczte i moim oczom ukazuje sie mail od Mika- Przykro mi UlgyN, ale nie zaliczylas z powodu braku referencji do zrodel, poza tym praca bardzo dobra... !!!

No i wszystko szlag trafil, wracam do kanapki z maslem orzechowym...

PS Nie wiem jeszcze jak powiem o tym M. Taki byl ze mnie dumny, ze pozaliczalam (prawie) wszystko i to jeszcze na przyzwoite C. W dodatku jestesmy umowieni jutro na kolacje z jego przyjaciolka. Standardowy zestaw pytan obejmuje oczywiscie "A jak Ci idzie na Uni" i nie wiem czy mam odwage cywilna do przyznania sie do porazki... Sama juz nie wiem powiedziec, nie powiedziec??

9 lutego 2010 , 1 komentarzy
Z samego rana...


...piekna motywacja :) Dostalam poczta zamowiona kiecke- niestety nie obylo sie bez "ukrycia" jej istnienia, a przynajmniej do czasu kiedy M. wyszedl do pracy :P I wcale nie chodzi o to, ze duzo kupuje, bo nie kupuje, chodzi o fakt, ze on ubran nie kupuje wcale i w porownaniu wypadam jak conajmniej zakupocholiczka :P
Sukienka cudo i prawie za darmo! I w ogole zakupy online podobaja mi sie coraz bardziej, a strona na ktorej ja kupilam ( asos ) wpisala sie juz w poranny rytual sufrowania na dzien-dobry :)

Juz doczekac sie nie moge lata i ciepelka i spacerow po parku, szczegolnie, ze pojawila sie perspektywa wyjazdu na cale 2 miesiace do Polski i umieram ze szczescia na sama mysl.
W mysl nowej garderoby i niezaprzepaszczenia calego wysilku odchudzania, programuje mysli na dobre tory i biegne skonsumowac gruszke :)

9 lutego 2010 , Skomentuj
Ciag dalszy marnotrawstwa i mocne postanowienie
poprawy


Pare dobrych wiesci- dostalam pierwsze oceny z zimowej sesji i zaliczylam na dwa razy C :) I choc ocena ta nie jest szczytem moich ambicji, mysle sobie, ze to dobry poczatek i jest do czego dazyc zamiast spoczywac na laurach :) Jeszcze czekaja mnie dwa wyniki do zamkniecia sesji i o ile sie uda, nie musze sie o nic martwic az do maja :)
Na froncie dietowym niestety brak sukcesow, popadlam w dobrze zname mi z poprzedniego odchudzania permanentne objadanie sie. Wiem, ze nie powinnam, wiem, ze jesli nie skoncze to znowu bede nosic ta sama pare spodni i bluzke non stop, bo robienie zakupow w rozmiarze XXXL to tortury. 
Dzisiaj siegnelam (mam nadz) dna- kupilam sobie czekoladowego batonika i skonsumowalam czekajac na autobus.
Nie mam pomyslu jak wziac sie w garsc, wiem natomiast, ze nie chce wracac do monstrualnych wymiarow. Potrzebuje kopa i obawiam sie ze jesli sama go sobie nie zaaplikuje, to zle sie to skonczy.
Wracajac do pozytywow, najswiezsze newsy- moj kuzyn z poczatkiem marca przylatuje do Londynu :) I choc zakrawa to na szalenstwo- bilet w jedna strone, z dziewczyna z ktora chca "sprobowac" zycia razem, ja i tak nie moge sie doczekac, bo czasami mysle, ze zwariuje tu z samotnosci! A teraz juz tylko dwie godziny pociagiem i rodzina na wyciagniecie reki :)


9 lutego 2010 , Skomentuj
Pije wlasnie trzecia kawe...

...w nadzieji na poskromienie lakomstwa, ktore zaleglo sie w mojej glowie z samego rana.

Mam nadzieje, ze to tylko stan przejsciowy i juz niedlugo wroce do normy, a przez norme rozumiem sniadanko, maly lunch i obiad w okolicach 17. Im dluzej o tym mysle tym bardziej jestem przekonana, ze wszystkiemu winne sa procenty i ich wplyw na silna wole. Tak wiec luty oglaszam miesiacem bez alkoholu, pozostaje miec nadzieje, ze do urodzin bede piekna i mniejsza o co najmniej 3-4kg. Zastanawiam sie jaka niespodzianka mnie czeka?! Wiem, ze M zabookowal cos dla nas, nie mam natomiast pojecia dokad :D Jestem b podekscytowana, choc troszke mnie korci azeby pogrzebac tu i tam... :)

2 lutego 2010 , 2 komentarzy
Corka marnotrawna powraca...

...po dniach uciech i objadania sie.
W ogole styczen minal pod haslem "a dieta od jutra" bo juz od drugiego dnia nowego roku grzeszylam pizza i piwkiem i jakos przez miesiac caly nie potrafilam sobie niczego odmowic- okazje jakby mnozyly sie same, na czele z pudding clubem.
Pare ostatnich dni, to juz w ogole sobie odpuscilam i jadlam co tylko w zasiegu wzroku.
Dzisiaj natomiast zaczelam sie martwic, bo o ile dobrze pamietam, tak wlasnie ostatnim razem zaprzepascilam caly trod odchudzania i jedzac wszystko na co mialam ochote i w kadzych ilosciach, dolozylam sobie 20kg w troszke ponad pol roku...
Nie ma zartow, jest samodyscyplina! A nawet jesli jeszcze jej nie ma, to zaraz bedzie!
Wyciagnelam sobie zdjecie ktorym zakladam ksiazke. Jestem na nim posiadaczka 87kg i przymierzam jeansy rurki i sweterek z pufffkami w kolorze musztardy angielskiej. Od razu podzialalo, ehh az zaluje, ze nie mam elektronicznej wersji tego cuda :P
Obiecuje uroczyscie wziac sie w garsc, wrocic do jedzenia w czasie posilkow zamiast przez caly dzien z przerwami na kawe, wrocic do mojej a6w i basenu, tak jak sobie obiecalam. Amen

1 lutego 2010 , 2 komentarzy