| Płeć: | kobieta |
| Wiek: | 24 lat |
| Miasto: | wyspa marzeń(Seszele) |
| Stan cywilny: | związek partnerski |
| Wzrost: | 167 cm |
| Masa ciała: | 79,60 kg |
| Obwód bioder: | 103,00 cm |
| Obwód tali: | 81,00 cm |
| Obwód piersi: | 102,00 cm |
| Cel: | 61,00 kg |
| Aktualne BMI: | 28,54 |
| Wykształcenie: | Niepełne wyższe/licencjat |
| Aktywność zawodowa: | Uczeń/student |
Hmm... Postanowiłam schudnąć żeby poczuć się lepiej. Postanowienie takie mam co tydzień i jak na razie na tym się kończy ;/.
Odchudzałam się stosując wiele diet. Po każdej oczywiście wracałam do wagi wyjściowej. Nie lubię słodyczy, a moim największym grzechem jest miłość do solenia.
Masa ciała
Chorowicie i płaczliwie :P 3 września 2010 , 20 komentarzy
Cześć.
Wczoraj do domu nie pojechałam, bo nas pozalewało trochę i drogi były pozamykane... Wieczorem mnie połamało, wydaje mi się, że mi kości pękają, do tego gorączka 38 i więcej, strzelanie w uszach, popuchnięte oczy - po prostu "Basiuniowe przeziębienie"... . Tak więc leżałam wczoraj zawinięta w trzy koce, bo tak mną telepało i wzmacniałam się pizzą - zjadłam małą na pół z M. i wiecie co? Dzisiaj mi lepiej... . Ale tylko trochę, bo dalej mi rozpiernicza kości i zimno mi jak nie wiem... A w ogóle to mnie chyba tez dopada jakaś jesienna depresja, bo najchętniej to bym sobie siadła i po prostu popłakała porządnie... Zwłaszcza jak myślę o mojej pracy magisterskiej, której nie ma . Też tak macie, że musicie sobie czasem popłakać i koniec?Kończę, bo już zaczynam ryczeć i nie chcę klawiatury zalać...
Żółty ATAK i koleżeńska PATOLOGIA... 1 września 2010 , 36 komentarzy
Cześć
![]() Najpierw czymś się Wam pochwalę . Wiecie jak bardzo kocham chipsy, chrupki, prażynki i inne takie... Wyobraźcie sobie, że leżą na półce przede mną już czwarty dzień prażynki, a ja ich nie jem! No coś niesamowitego! Moje ulubione prażynki, których wcale mi się nie chce... Po prostu pękam z dumy (a nie z przejedzenia) .Wczoraj w ramach pisania pracy magisterskiej oglądnęłam "Nową córkę" . Dzisiaj natomiast czeka na mnie "List w butelce" . Jutro jadę do domu i tam z nudów i musu będę pisać, bo po pierwsze primo będę się nudzić, a po drugie primo nie mam wyjścia . Ostatnio jak byłam w domu to w dwa dni napisałam dwa rozdziały także jest dla mnie nadzieja...Siedzę sobie właśnie pod kocykiem "w krowę" i popijam zieloną herbatkę z maliną . W głowie mebluję i wyposażam swój nowy pokój w domu rodziców, który się buduje . Ach jak będzie pięknie... Jedno jest pewne - . Miałam taki pokój w domu, a jak poszłam na studia to każde mieszkanie było pomalowane na Zwłaszcza jak właścicielka na pewno nie zwróci za malowanie, bo malowała na ten cholerny Co poza tym? Zjadłam 2 kanapki pełnoziarnistego z szynką i pomidorem i 1/4 tosta. Dalej nie wiem co będę jeść. Wczoraj na kolację wsunęłam talerz fasolki szparagowej, w później wpadła do nas koleżanka, która bez czteropaczka dziennie nie wyżyje (ta co taka aferę na weselu zrobiła) więc M. wpił z nią piwko, a ja herbatkę zieloną . Koleżanka owa, nie może schudnąć (waży grubo ponad 100) i wiecznie pyta mnie co ma zrobić... Ja na to, że po pierwsze odstawić alkohol, a ona na to: "Eeee... To ja nie chceeee... Za bardzo lubie wódkeeee". Patologia totalna. Wyobraźcie sobie, że wraz ze swoim chłopakiem nawet 4 razy w tygodniu wypijają sobie litr..., a na pytanie czy nie mają nic innego razem do roboty odpowiada: "No ale co można robić po 8 latach??? Zobaczycie jak będziecie mieć nasz staż...". Matko Boska jak ja się cieszę, że my z M. tacy pomysłowi i nigdy nam się nie nudzi .
|